Czytam=Komentuję
Nie bój się żyć dla miłości. Dla niej warto żyć. Trzeba znaleść osobę, z którą tą miłością możesz się podzielić
Urodziny mam zamiar spędzić normalnie bez imprezy i tych wszystkich bzdurnych rzeczy. Bez Piotrka
to nie to samo. Włączymy jakiś durny program i z miską pełną popcornu spędzałam popołudnie. Z mojego fantastycznego spędzania tego koszmarnego dnia wyrwał mnie telefon, ktoś prosił, żebym szybko zjawiła się w hali. -To już lecę-powiedziałam sama do siebie. Wyszłam tak jak byłam ubrana założyłam kurtkę i moje kochane białe ciepłe rękawiczki. Z lekkim pośpiechem ruszyłam w stronę hali. Zdjęłam czapkę i moje włosy wyglądały okropnie. Poprawiłam je choć nadal nie wyglądały perfekcyjnie. No tak dziś jest mecz. Szukałam osoby, która mnie tutaj ściągnełam.Zrobię to co mam zrobić i już mnie nie ma.
-To ma być jakiś żart?-zdziwiłam się kiedy dowiedziałam się, że przyszłam tutaj na darmo-to po co brałam aparat?-nie ukrywałam oburzenia
-Dobra już Dziś jest taki ważny dzień dla ciebie, a ty się denerwujesz-uspokajał mnie kolega z pracy
Zaraz zrobię im coś wszystkim, tacy zadowoleni a mi nie jest do śmiechu. Usiadłam i w spokoju cieszyłam się meczem. Chłopaki nie zamierzali przegrać. Co chwilę uśmiechałam się do Fabiana. Ta krótka wymiana spojrzeń i my tylko wiedzieliśmy o co chodzi. nie nawiedzę tego spojrzenia to oznaczało jedno "Wiem,że masz urodziny a ja ma coś fajnego" Kiedy byliśmy razem w moje urodziny przez 4 godzin chodziliśmy po sklepach, żebym sobie coś wybrała. Czemu przez 4? Bo rano sobie o tym przypomniał i jakoś musiał zorganizować imprezkę. Nie byle jaką. Do tej pory nie wiem jak mu się to udało. Było chyba z 50 osób Po meczu wjechał wielki tort a Fabian zaśpiewał mi stola. Po jakże miłym wykonaniu podszedł i pocałował mnie w policzek. Wszyscy zaczęli się śmiać i klaskać. W bardziej nieswojej sytułacji nie byłam. Uśmiechałam się sztucznie w środku kipiało. Ochota wydarcia się na tego durnia była tak duża...musiałam ją pohamować. Małe przyjęcie w jego domu i głupie docinki w moją stronę. Nie nie jesteśmy razem ile razy mam to wam mówić? Usiedliśmy na łóżku w pokoju gdzie nikogo nie było.
-Nie musiałeś....
-Musiałem, i chciałem-i znów mnie pocałował tym razem delikatnie w usta
-Nie rób tego więcej-odsunęłam się na krawędź łóżka
-Będziesz stroić takie fochy już zawsze? Widziałem twoją minę po meczu, człowiek chce dobrze a ty tego nie doceniasz
-Kilka tygodniudnimój narzeczony umarł, czego od mnie oczekujesz?-zapytałam chciałam wiedzieć na czym stoję
-Daj już spokój,
-Mogłeś oszczędzić sobie tego pocałunku-nie chciałam tego powiedzieć
-Zrobić coś dla ciebie źle nie zrobić jeszcze gorzej
-To ty nie rozumiesz tej sytułacji-powiedziałam głośniej
-Po co zadręczać się przeszłością?
Miał rację ja przez cały czas traktowałam Piotrka jako kolegę to nie jego kchałam
-Wera?-Agata delikatnie uchyliła drzwi do ciemnego pokoju
-Co?
-Mogę cie prosić?-po jej głosie słyszałam, że trudno będzie ją stąd wyprowadzić.
-Dobra skończyło się piwo-siatkarz rzucił do wszystkich będący w pokoju-chyba się wybiorę, chwila świerzego powietrza mi nie zaszkodzi-spojrzał na mnie
Usiadłam po między Olką a Piotrkiem po między nimi też jakoś nie za dobrze
-Agata?!-przypomnaiąłm się o upijej Agacie, która znikneła mi z oczu, nie tylko ona
-Co ty odwalasz?
Zza drzwi słyszałam tylko jakie to życie nie fair. Jakbym nie wiedziała. Długo stałam przed drzwiami prosząc ją o wyjście
-Gdzie on jest?-usiadłam na szafce na przedpokoju czekając na wyjście przyaciółki
-Długo go nie ma-zaczęłam panikować
Minęło kolejne 10 min a ja odchodziłam od zmysłów. A jak mu się coś stało?
-Gdzie on do cholery jest-powiedziałam po raz setny do stojącej obok Oli
-Kto?
-Bożee, jak dobrze, że jesteś-rzuciłam się na niego mocno go przytulając-Agata nie chce wyjść
Siatkarz poszedł po nóż kuchenny i otworzył drzwi, na jego łóżku leżała Agata i Nikolay
-Jakie to słodkie-stwierdziłam nie mogąc się napatrzeć
-A dwa dni temu chcieli się pozabijać-powiedziała rozbawiona Olka
-No to podobnie jak my. Tylko my jesteśmy lepsi bo to było godzinę temu-stwierdził Fabian zanosząc piwo do kuchni
-No jutro to tutaj będzie poważna wojna-Ola zamknęła drzwi i obie wiedziałyśmy jak skończy się ta noc. Ledwo co mieściliśmy się oboje na tej kanapie. Moje plecy tak strasznie mnie bolały.
-O mało co dwa razy przez ciebie nie spadłem-Fabian wydawał się jeszcze gorzej nie wyspany niż ja
-I co to moja wina ?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Było by miło jak by ktoś zostawił komentarz
Mi rodział podoba się, nie wiem jak wam. Taki słodki się wydaje xD. Mam jeszcze taki jeden pomysł, ale to już w następnym :)
Następny świetny rozdział, masz niesamowitą wyobrażnię czekam na kolejny ;))
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuje :)
Usuń