piątek, 6 grudnia 2013

Bo ty jesteś pięknym kłamstwem a ja okrutną prawdą-Miłość i śmierć

Uśmiechnęła weszłam do redakcji. Koleżanki gratulowały mi moich zaręczyn. Cieszył mnie to, ale w głębi duszy sama nie wiedziałam co mam zrobić. Kiedy pomyślałam sobie, że to zły pomysł starałam przekonać samą siebie, że nic lepszego niż Piotrek w życiu nie może mnie spotkać. Za oknem śnieg i mocny wiatr i ja siedziałam na fotelu i oglądałam swój pierścionek jakbym miała w nim znaleść  od powiedzieć. Robiąc artykuł o siatkarzach, którzy pomagali parzy szlachetnej paczce spotkałam się z Fabianem. Nasza rozmowa wyglądała inaczej niż inne
-A co u ciebie?-zapytałam z wielkim bananem na twarzy
On spojrzał na mnie z nienawiścią w oczach
-Bywała lepiej-od powiedział obojętnie-ładne-pokazał na pierścionek na moim palcu
-Dziękuje-uśmiechałam się jeszcze bardziej
-Prezent?, zaręczynowy?-dopytywał
-To drugie-spoważniał
-To szczęścia życzę-od powiedział z pogardą i zostawił mnie samą
Zrobiło mi się przykro. Cieszyłam się, że on wie. Pełna satysfakcji poszłam do domu. Na dworze robiło się coraz zimniej. Męczyły mnie wyrzuty sumienia patrzyłam na Piotrka i zastanawiałam się co dalej. Widział, że  jestem pełna obaw. Udawał, że wszystko jest w porządku i nie ma się czym przejmować. Oboje wsiedliśmy do samochodu i chcą rozluźnić atmosferę panującą w domu wybraliśmy się to restauracji
-O czym myślisz?-patrzyłam na drogę nic nie mówiąc
-O nas
-Myślisz, że tego nie widzę. Masz wątpliwości i nawet wiem przez kogo może mam ja z nim porozmawiać
-To nie tak. Ja po prostu ja mam jeszcze czas na ślub i na takie decyzje-powiedziałam bojąc się jego reakcji, wpadł w furię
-To po co się zgadzałaś-zrobił mi wielkie wyrzuty
-On nic nie znaczy wiesz, że cie koch....
Jasne światło oślepiło mnie. Uderzenie o coś twardego głową i przeszył mnie ból
Piotrek krzycząc na mnie zerkał na drogę wo gule nie przejmując się tym, że prowadzi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedząc w ciemnym korytarzu w szpitali pielęgniarka opatrywała moją głowę. Cała w siniakach odczuwałam mocy ból w plecach. Nieprzytomna przyjechałam tutaj ale z powodu kolejek opatrzono mnie na korytarzu. Nie jest ze mną źle postanowiłam, że kiedy wrócimy obydwoje do domu  zrobię naszą ulubioną kolację. Wspomniałam te miłe chwile z nim, a było ich wiele.  Usiadła obok mnie czerwona na policzkach mama. Złapała mnie za rękę i spojrzała głęboko w oczy
-Weronika, to nie...
-Co chcesz powiedzieć, gdzie jest Piotrek!!!!!
-Wera, ja...-w jej oczach pojawiły się łzy-oni nie dali rady go uratować
-Co ty gadasz, to jest śmieszne. Przecież on już na pewno czeka na mnie w samochodzie wracamy do domu. To tylko małe zadrapania-wyszłam przed budynek szpitala samochodu nie było mama wybiegła za mną. Nic do mnie nie docierało.
-Pod jaką salą leży?
Wbiegłam z powrotem do szpitala.
-Tato-wpadłam na tatę, który cały był zdenerwowany złapał mnie mocno za ramiona i przytulił
-Byłeś u Piotrka, W jakiej sali leży? Czemu nic nie mówisz??-patrzył na mnie z litością- Puść mnie- odeszłam-Wypisali go? Czeka na mnie w domu?-moje pytania nie miały końca
Tata znów objął mnie swoim ramiem. Robię z siebie tylko histeryczkę. Wtuliłam się w tatę i głośno płakałam. Wróciłam do domu rodziców. Tutaj było gorzej usiadłam na podłodze w dawnym pokoju płakałam coraz mocniej. Siedziałam sama mama miała dość patrzenia na moją tragedię. Poczułam obecność Agaty a raczej jej mocne perfumy. Przyaciółka pochylona nad mną pocieszałam mnie
-Zostaw  mnie do cholery jasnej-krzyczałam zamykając drzwi od pokoju spojrzałam na mamę, która stała i patrzyła na mnie z żalem.
-Wasze wszystko będzie dobrze, współczuje i kondolencje nie oddadzą mi go-powiedziałam sama do siebie, ale wiedziałam, że wszyscyto słyszą.Po dwóch godzinach przeprosiłam je, one rozumiały moje załamanie. Teraz siedziałyśmy w kuchni i przezywałyśmy to razem.
Po pogrzebie od razu poszłam do domu. Były tam wszystkie mi znane twarze. Zniknęłam tak, aby nikt nie proponował mi podwóźki. Dogoniła mnie kobieta starsza ode mnie też ubrana na czarno widocznie wracająca z pogrzebu, ale jej nie tam nie widziałam, żeby stała przy grobie
-Jest mi przykro-zaczęła cicho
-Wiem to już słyszałam nie tylko od pani, ludzie mówią to ale tak naprawdę nie wiedzą co czuję. Mówią tak bo jest im mnie trochę żal.
-Pani straciła narzeczonego, a moja córka ojca
-Też mi jest przykro-zmieniłam ton i powiedziałam to szczerze
-Pani mnie nie zrozumiała-w jej zielonych oczach pojawił się łzy
W tym samym dniu chwaliłam się w pracy z pierścionka, kilka godzin później Piotrka już nie było. Życie potrafi być okrutne. A ja sobie w nim nie poradzę nie będę potrafić
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~JEŚLI CZYTASZ POZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ. A więc rodział smutny, Jeśli chcecie wiedzieć co będzie dalej no zostawicie komentarz będę wiedzieć, że mamdla kogo pisać następny rodział.


1 komentarz: